Tusk pochwalił się książką, jej autor nie wytrzymał. “Bez alfonsa ku*wie trudno”

Maksymilian Tomanek

Wśród osób, które dalej żywią urazę do Donalda Tuska z pewnością znajduje się Szczepan Twardoch. W jednym z wywiadów przewodniczący RE pochwalił się, że skończył właśnie książkę Twardocha, wydanego w zeszłym roku “Króla”. Wizerunek osoby oczytanej z pewnością pomógłby Tuskowi, ale tej pozornie niewinnej wypowiedzi będzie żałował jeszcze bardzo długo. O słowach Tuska dowiedział się bowiem sam autor.

Szczepan Twardoch nie zamierzał silić się na wymuszoną kurtuazję. Przemilczenie sprawy najwyraźniej też nie wchodziło w grę, a pisarz postanowił publicznie zmieszać Tuska z błotem.

Zawsze uważałem, że artyści, łasząc się do olewających ich z zasady polityków, zachowują się jak konserwatywne kurwy, zakładając, że każdy musi mieć swojego alfonsa, nawet jeśli ten leje po gębie, każe robić rzeczy na które nie bardzo jest ochota i jeszcze zabiera większość zarobku. Niezbyt się w tej roli odnajduję, więc wzorem np. zdolnych do dbania o swoje partykularne interesy górników dawno temu postanowiłem nigdy nie zapomnieć Donaldowi Tuskowi tego, że zabrał mi 50% kosztów uzyskania, które podobno załatwił u Piłsudskiego osobiście Żeromski, a których nie ruszył ani przed wojną, ani po wojnie nikt. Decyzja Tuska zawsze wydawała mi się zresztą gestem służącym wyłącznie symbolicznemu upokorzeniu i przeczołganiu ludzi kultury, bo wpływy do budżetu z tej okazji były – znowu podobno – znikome. Takie rytualne kocenie, proszę, uczynię was biedniejszymi, a wy i tak będziecie składać mi wiernopoddańcze hołdy. Tylko po to, żeby przypomnieć, gdzie miejsce tych wszystkich śmiesznych pisarczyków, aktorzyn, czy pacykarzy, którzy i tak do polityków jednego albo drugiego obozu będą się łasić, bo bez alfonsa kurwie trudno. Skoro więc nie zapomniałem Tuskowi, to Morawieckiemu poniższego również nie zapomnę. Niewiele z tego wynika, podatki płacę sumiennie i nie będę ich “optymalizować”, bo wydaje mi się to niemoralne, raczej nie wyobrażam sobie też, żebyśmy z Orbitowskim spalili jakieś opony pod Sejmem, grupa, której partykularne interesy są tak radośnie naruszane, a której jestem członkiem, jest słaba i przeżarta tą kurewską mentalnością, więc i tak sobie niczego nie wywalczy. Moje więc “pamiętanie” i utrzymywanie jak najdalszego dystansu od polityków to wyłącznie kwestia osobistej godności. Dziękuję za uwagę i obiecuję, że okres wzmożenia mojej facebookowej publicystyki dobiega powoli końca, bo też ile można.-napisał Twardoch.

No cóż, następnym razem Donald Tusk sięgnie raczej po najnowsze wydanie “Gazety Wyborczej”.

pikio.pl