Energetyka pod lupą CBA

  • Napisał  Leszek Pietrzak

Energetyka pod lupą CBA

CBA jest na tropie lewych transakcji w spółkach branży energetycznej. W grę wchodzą miliony złotych, jakie zostały z nich wyprowadzone w czasach rządów koalicji PO – PSL.

6 czerwca agenci łódzkiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) zatrzymali cztery osoby w związku z obrotem nielegalnymi fakturami VAT. Wśród zatrzymanych znalazł się m.in. Maksymilian G. – były wiceprezes państwowej spółki energetycznej ENEA SA. Prokuratura Okręgowa w Warszawie zarzuca wszystkim zatrzymanym, że dokonali oni wyłudzenia podatku VAT na kwotę co najmniej 60 mln złotych oraz „wyprali” około 14 mln złotych, które to środki określono jako tzw. brudne pieniądze. Według prokuratury zatrzymani byli członkami wieloosobowej grupy przestępczej, zajmującej się m.in. wystawieniem fikcyjnych faktur VAT oraz ich sprzedażą w celu zaniżenia zobowiązań podatkowych. Prokuratura oskarża ich także o przywłaszczenie pieniędzy oraz wyłudzanie środków unijnych. W jej ocenie rolę kierowniczą w tych przestępstwach miał odgrywać Maksymilian G., który po odejściu ze spółki ENEA działał w wielu innych spółkach branży energetycznej. W każdym razie Sąd Okręgowy w Warszawie na posiedzeniu 9 czerwca zdecydował ostatecznie o trzymiesięcznym areszcie dla Maksymiliana G., obawiając się możliwości mataczenia z jego strony w całej sprawie.

Śledztwo warszawskiej prokuratury toczy się od wielu miesięcy i ma charakter rozwojowy. Do tej pory agenci CBA w tej sprawie zatrzymali już 31 osób. Można się spodziewać, że w najbliższych tygodniach nastąpią kolejne aresztowania. Wyniki śledztwa tylko w tej sprawie pokazują, jak ogromne pieniądze „wyciekały” w ostatnich latach z budżetu naszego państwa. Ich wielkości nie da się nawet w przybliżeniu oszacować. Pewne jest jedno, że gdyby nie dochodziło do takich przestępstw, polski budżet wyglądałby zupełnie inaczej i nie musielibyśmy teraz martwić się tak bardzo o pokrycie wszystkich naszych budżetowych wydatków.

Z Eneą i jej partnerami w tle

W styczniu i marcu ubiegłego roku (GF nr 5/2016 i GF nr 12/2016) na naszych łamach podejmowaliśmy sprawę tajemniczej śmierci byłego posła PO Konstantego Miodowicza. Tłem opisywanej przez nas sprawy była sytuacja na polskim rynku energetycznym. W szczególności dotyczyło to spółki ENEA, której wiceprezesem zarządu do spraw handlowych był właśnie Maksymilian G. Opisaliśmy m.in. kulisy transakcji zakupu przez ENEĘ udziałów w spółce Annacond Enterprises, do której należało naziemne transgraniczne łącze energetyczne Wólka Dobryńska – Brześć.

Linia ta powstała w 2003 r., jako bezpośrednie podłączenie dwóch bloków Elektrowni Berezowskiej do polskiego systemu elektroenergetycznego (operatora systemu dystrybucyjnego), ale już w 2008 r. przestała dostarczać prąd do Polski. Wskazaliśmy, że Annacond Enterprises była powiązana z niejakim Wesleyem Michalczykiem, biznesmenem, którym od lat interesowały się amerykańskie służby. Głównie z powodu jego zaangażowania w nielegalny handel bronią. Pisaliśmy również o tym, że ostatecznie całą transakcję sfinalizowano w 2011 r. W jej wyniku ENEA nabyła od powiązanej z Michalczykiem cypryjskiej spółki Zelino Limited 61 proc. udziałów w spółce Annacond Enterprises, do której należało wspomniane łącze energetyczne.

Szacowaliśmy, że ENEA wydała na tę transakcję od ok. 30 mln złotych. Pozostałą część udziałów w Annacond Enterprises zachowała inna cypryjska spółka – Goleda Trading Limited, także kojarzona z Michalczykiem.

ENEA wraz z nabyciem większościowego pakietu Annacond Enterprises stanęła przed problemem, co zrobić z linią, która od 2008 r. pozostawała nieczynna. Było dla nas jasne, że cała transakcja nastąpiła wbrew żywotnym interesom ENEI, a jej beneficjentem był jedynie podmiot sprzedający, czyli cypryjska spółka Zelino Limited. Krótko mówiąc: w wyniku tej transakcji doprowadzono do straty finansowej ENEI, czyli de facto Skarbu Państwa. Wśród wielu osób, które pojawiały się przy tej transakcji, był także wspomniany Maksymilian G.

Opisaliśmy również działalność G. na rynku energetycznym po tym, jak odszedł on z ENEI. Po odejściu z państwowego giganta G. zasiadał w wielu spółkach energetycznych, które m.in. obracały paliwami oraz ich pochodnymi. Jedną z takich spółek była Roca Trade, która była także udziałowcem spółek Roca Petrol, Roca Property i Momo Property. W naszych publikacjach wskazaliśmy również na to, że jego nazwisko przewijało się także w spółkach Termokor, Elko, Krex, Silesia Petrol i wielu innych, jakie działały w branży energetycznej. Był też udziałowcem pewnej kancelarii prawnej, która obsługiwała należącą do grupy ENEI elektrownię w Kozienicach.

W spółkach, w których pojawiało się nazwisko Maksymiliana G., zasiadali również nie tylko byli oficerowie polskich służb, ale i ludzie znani organom ścigania. W naszych publikacjach zwróciliśmy także uwagę na to, że pomiędzy spółkami, w których występował G., zachodziły różnego rodzaju związki biznesowe. Najczęściej byli to ci sami udziałowcy – bardzo często były to podmioty zarejestrowane na Cyprze. Pomiędzy nimi dokonywane były różnego rodzaju transakcje kupna i sprzedaży, niejasne i nietransparentne. Zdarzało się również, że uczestniczyły nich również państwowe spółki energetyczne (kontrolowane przez Skarb Państwa). Odnosiło się to w szczególności do ENEI, w której wiceprezesem zarządu ds. handlowych był Maksymilian G. Taką transakcją była na pewno transakcja nabycia udziałów przez ENEĘ w spółce Annacond Enterprises od cypryjskiej spółki Zelino Limited.

Jak zauważyliśmy, takich transakcji w przypadku ENEI mogło być znacznie więcej. Zwróciliśmy uwagę na to, że nasz rynek energetyczny jest pełen patologii, które możliwe są dzięki istnieniu na tym rynku stricte oligarchicznych układów i tolerowaniu strat, jakie ponosił Skarb Państwa. Po naszych publikacjach długo musieliśmy czekać na reakcję instytucji polskiego państwa. Jedynie Maksymilian G. wytoczył nam proces karny w trybie art. 212 kk za rzekome pomówienie, który nadal toczy się przed Sądem Rejonowym Warszawa-Śródmieście. Dzisiaj możemy mieć jednak odrobinę satysfakcji, że wykonaliśmy kawał dobrej, dziennikarskiej roboty, która być może jeszcze nie raz pomoże śledczym, badającym sprawę Maksymiliana G. i innych zatrzymanych.

Pastwisko ludzi wpływowych

Bardzo dobrze, że CBA wzięło na cel spółki branży energetycznej. W tym wypadku chodzi przede wszystkim o pieniądze, jakie wyprowadzano z nich w czasach rządów kolacji PO– PSL. Chodzi też o inne przestępstwa, jakich dokonywały te spółki, jak np. wyłudzanie nienależnego podatku VAT czy pranie brudnych pieniędzy, które to zarzuty wysunęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie wobec zatrzymanych przed tygodniem przez CBA czterech osób z Maksymilianem G. na czele.

Nie od dzisiaj wiadomo, że energetyka to branża, w której mamy do czynienia z przepływem naprawdę dużych pieniędzy. Jak się okazuje, to właśnie one były w ostatnich latach łupem złodziei, którzy niejednokrotnie, zanim podjęli własną działalność na rynku energetycznym, zasiadali wcześniej we władzach państwowych spółek energetycznych. Zatrzymanie Maksymiliana G., który, zanim zaczął prowadzić własną działalność biznesową, był najpierw wiceprezesem ENEI, jest tego czytelnym przykładem. Bardzo często również było tak, że nawet, gdy osoby takie odchodziły z władz państwowych spółek energetycznych, to ich nowe firmy podpisywały z państwowymi gigantami bardzo intratne umowy na świadczenie różnego rodzaju usług. Krótko mówiąc: państwowe spółki zawierając niekorzystne dla siebie umowy, najzwyczajniej dokarmiały prywatne firmy energetyczne należące do byłych prezesów lub ich dobrych kolegów. CBA bada obecnie nie tylko takie patologiczne powiązania w przypadku kilkunastu innych państwowych spółek energetycznych. Bada również wiele innych aspektów tych transakcji, jak np., problem wyłudzania VAT czy prania brudnych pieniędzy.

Wśród spółek, jakie znalazły się w zainteresowaniu Agencji, znalazła się m.in. gdańska Energa, zajmująca się wytwarzaniem, dystrybucją i sprzedażą energii elektrycznej. Ona również zawarła w ostatnich latach wiele niekorzystnych dla siebie umów. Jedną z nich było porozumienie z Fundacją Instytutu Lecha Wałęsy (obecnie Fundacja Światowe Centrum Pokoju) na świadczenie usług marketingowych, do których fundacja zobowiązała się, przyjmując w 2013 roku od Energi 670 tys. zł zaliczki z dotacji planowanej łącznie na 700 tys. zł. Środki te miały być przeznaczone na remont zabytkowej willi Gabriela Narutowicza i stworzenie biblioteki. Jak stwierdził w ubiegłym tygodniu Sąd Okręgowy w Gdańsku, fundacja ta nie zrealizowała nie tylko zobowiązań marketingowych wobec Energi, lecz także żadnego z celów, na które otrzymała dofinansowanie.

Poważne wątpliwości wzbudza także umowa zawarta przez byłego prezesa Energi Andrzeja Tersę (PO) na sponsorowanie stadionu w Gdańsku. Jej wysokość w ocenach CBA została mocno zawyżona.

Takich umów gdańska Energa w poprzednich latach zawarła znacznie więcej. Wyjaśnienia brudnych spraw z przeszłości, jakie działy się w gdańskiej firmie, chce również obecny prezes Energi Daniel Obajtek, który przychodząc do niej, postawił sobie właśnie taki cel. Na jednej z konferencji Obajtek poinformował, że byli członkowie władz Energi do tego stopnia nie mają skrupułów, że wystąpili nawet wobec firmy o wypłatę rzekomo zaległych premii. To pokazuje również mentalność ludzi, którzy kierowali polskimi firmami energetycznymi.

CBA przygląda się również temu, co się działo w ostatnich latach w należącej do paliwowego potentata koncernu PGNiG Polskiej Spółce Gazowniczej, którą przed laty utworzyło sześć istniejących wcześniej samodzielnie spółek z tej branży. Jedną z nich była Karpacka Spółka Gazownicza (obecnie Polska Spółka Gazownictwa) z siedzibą w Tarnowie. W sprawie umów, jakie w ostatnich latach zawierała Karpacka Spółka Gazownicza, toczyło się wprawdzie śledztwo, ale nie było w nim wyraźnych postępów. W tym konkretnym przypadku chodzi o to, że Karpacka Spółka Gazownictwa podpisała w 2009 r. umowę z konsorcjum złożonym z trzech spółek, wśród których znalazła się m.in. Małopolska Grupa Geodezyjno-Projektowa (MGGP). W radzie nadzorczej tej ostatniej była żona i syn byłego ministra Skarbu Państwa w latach 2007–2011, Aleksandra Grada. O sprawie tej po raz pierwszy napisał dziennik „Fakt”, wskazując, że zawarta przez Karpacką Spółkę Gazownictwa umowa ma wymiar patologiczny, bo za serwisowanie oprogramowania MGGP pobiera 180 tysięcy zł miesięcznie (brutto). Prawdziwym smaczkiem w tym wypadku jest to, że umowa ta zawarta została na 30 lat, co jak łatwo wyliczyć daje zysk rzędu 64 mln złotych. Trudno nie nazwać tego typu transakcji zwykłym okradaniem państwowej spółki ze środków, jakimi ona dysponuje. W każdym razie to jedna z tych transakcji, jakiej jeszcze raz chce przyjrzeć się CBA.

Najbardziej jednak ciekawym przypadkiem transakcji państwowych spółek energetycznych z czasów rządów kolacji PO–PSL jest sprawa elektrociepłowni w Przeworsku na Rzeszowszczyźnie, gdzie jak wiadomo, przez lata rządził były wiceminister skarbu państwa Jan Bury (PSL), dzisiaj powszechnie kojarzony z aferą korupcyjną na Podkarpaciu.

Elektrociepłownia w Przeworsku wchodziła kiedyś w skład nieistniejącej już Cukrowni Przeworsk. Jej właścicielem został Ecobamal – prywatna spółka z branży energetycznej, która nabyła ją za 2,5 mln zł. W 2010 r. spółka Ecobamal odsprzedała elektrociepłownię za 22 mln zł spółce PGE Energia Odnawialna S.A., wchodzącej w skład Grupy PGE, którą kontroluje Skarb Państwa. Jak łatwo zauważyć, różnica pomiędzy ceną zakupu a sprzedaży sięgała 19,5 mln złotych. Nie wiadomo, dlaczego spółka PGE Energia Odnawialna, de facto spółka państwowa, wydała na nią aż 22 mln złotych. Oficjalnie sprzedający twierdził, że właśnie tyle kosztowała modernizacja elektrociepłowni. Nikt przy zdrowych zmysłach w to nie uwierzy, bo elektrociepłownia w Przeworsku nie działa od 2005 r. A poza tym PGE Energia Odnawialna od 2010 r. ponosi koszty jej utrzymania. Oczywiście w sprawie tej transakcji śledztwo prowadziła Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola, ale przez lata prowadzone było ono wyjątkowo nieudolnie. Transakcji sprzedaży elektrociepłowni w Przeworsku ponownie przygląda się CBA, usiłując dociec prawdy w tej sprawie. Jakie będą tego efekty, jeszcze nie wiemy.

Agencja w ramach prowadzonej przez rząd Beaty Szydło „wojny o VAT” przygląda się również transakcjom, jakie zawierały prywatne podmioty działające na szeroko rozumianym polskim rynku energetycznym, w których to podmiotach zasiada wielu byłych prezesów i członków władz państwowych spółek energetycznych. W tym wypadku chodzi przede wszystkim o transakcje, jakie zawierały one z podmiotami zarejestrowanymi w krajach, które uznawane są za typowe raje podatkowe. Cypr jest właśnie jednym z takich państw. Wątek ten pojawił się również u zatrzymanych przed tygodniem osób. Przypomnijmy jeszcze raz: w sprawie tej chodzi m.in. o wystawianie nierzetelnych faktur VAT i ich sprzedaż w celu zaniżania zobowiązań podatkowych na wiele milionów złotych. Nie należy wykluczyć, że CBA i prokuratura, badając wszystkie wątki tej sprawy, (innym wątkiem tego śledztwa jest „pranie brudnych pieniędzy”) wpadnie na klejone fikcyjne transakcje z zagranicznymi podmiotami. W każdym razie sprawa jest na pewno mocno rozwojowa, jak podkreślili w rozmowie z nami agenci CBA.

Nowe realia w sektorze energetycznym

Jedno nie ulega dzisiaj wątpliwości. Że miliony złotych zostały w ostatnich latach wyprowadzone z państwowych spółek energetycznych. Wyjaśnienie, jak do tego doszło oraz ustalenie osób odpowiedzialnych za ten proceder to zadanie, które CBA może zająć wiele lat. Miliony złotych nie trafiły również do Skarbu Państwa w związku z działalnością prywatnych podmiotów, jakie funkcjonują na naszym rynku energetycznym. Głównie w wyniku zaniżanych przez nie swoich zobowiązań podatkowych VAT i CIT, a także bezprawnego przywłaszczania przez nie pieniędzy. Dzisiaj nawet nie jesteśmy w stanie nawet oszacować wielkości tych środków. I prawdopodobnie większości z nich nie da się już odzyskać.

Najważniejsze, że CBA zabrało się za to zadanie. Musimy wreszcie skończyć z bezkarnością złodziei, bo inaczej sytuacja na polskim runku energetycznym będzie nadal patologiczna. Najważniejsze jest to, aby należące do Skarbu Państwa spółki energetyczne nie były dalej „dojone” przez prywatne podmioty należące do ich byłych prezesów lub ich dobrych kolegów. Muszą one wreszcie prowadzić uczciwą i transparentną działalność i nie oszukiwać polskiego państwa, bo tak naprawdę, jeśli ono jest oszukiwane, ofiarami tego jesteśmy my, zwykli obywatele. I o tym zawsze musimy pamiętać.